niedziela, 19 czerwca 2011

Rumunia 2006- wreszcie razem!


Żaden z nas w Krakowie nie mieszka.  To nasz punkt startu do wspólnej podróży. Wcześniej musieliśmy się dostać do CK stołecznego miasta: ja z Częstochowy, Robert z Międzychodu, a Cichy i Tomek z Wrocławia.  Jak widać miałem najbliżej. Po krótkiej nocnej podróży pociągiem pojawiłem się w dawnej stolicy pierwszy.  Pociąg z Poznania przez Wrocław miał być dopiero za godzinę. Sporo czasu- akurat na nocny spacerek po okolicach rynku- Cracow by night!
Wracając na dworzec słyszę końcówkę komunikatu:”...aw, Katowice jest opóźniony około 50 minut” . Coś koło tego- mniejsza z tym ile. Ważne, że 10 minut później odjeżdża nasz autokar do ..Hajduszoboszlo.  Zaraz, zaraz- powiecie- jakie Hajduszoboszlo! Na moczenie starych kości w cieplutkiej wodzie się wybieracie? Do wód się szanownym panom zachciało?!  Mieliście jechać w góry, w dzicz! To ma być WYRYPA, a nie jakieś wodotryski, natryski czy wy... Nie będziemy tego czytać! Chcemy o wilkach, niedźwiedziach i psach pasterskich! Spokojnie- macie rację. To Hajdu ...to tylko konieczny przystanek.
Spóźnienie pociągu, które- jak wiadomo- może się „zwiększyć lub zmniejszyć” niespodzianie uległo...zwiększeniu. Przeżywam chwilę „miejskiej grozy”- tak dopadła mnie „przygoda”. Nie wilki, nie psy pasterskie, nie strome, śliskie skalne ściany, lecz ”zwykłe” spóźnienie pociągu podniosło mój poziom adrenaliny. Nie, to stanowczo nie to co „tygrysy lubią najbardziej”. 
Okazało się ku memu zaskoczeniu, że pociąg przyjechał jednak ...wcześniej! Nie! Nie wcześniej niż „rozkładowo”, ale wcześniej niż przewidziane było wg „planu opóźnienia”. Koledzy wreszcie dotarli! Po powitaniu udajemy się tuż obok na Dworzec Regionalny autobusowy, by autokarem Skarpy późną nocą czy wczesnym rankiem (jak kto woli) kontynuować podróż cała grupą. Zdecydowanie poczułem się raźniej!